czwartek, 13 stycznia 2011

Baviphat - test 13-godzinny ;)

Dziś zachęcona wczorajszym dziewiczym zastosowaniem nałożyłam ten nowy bb krem po 6 rano. Jest prawie 19:00 a on wciąż jest. Mój zachwyt nieco jednak zmalał, bo po południu przy zerknięciu w lustro było widać, że twarz lekko się błyszczy i widać było gdzieniegdzie drobne zaczerwienienia(słabe krycie).
Niemniej kolor fantastyczny,nie ściemniał w ciągu dnia. Krem trzymał się ładnie buzi(nie jak tynk, ale nie utleniał się i nie ulatniał w tajemniczy sposób), dobrze trzymał na miejscu róż, który jednak trochę się na nim ocieplił. Nie okraszałam go już żadnym pudrem.Trochę rozczarowana jestem świeceniem, które teraz oceniam jako porównywalne z błyskiem Lioele Triple.
Jutro chyba przyjdzie ElishaCoy ;) Stosunkowo drogi w porównaniu do Baviphata, ale może będzie jeszcze lepszy ;)

środa, 12 stycznia 2011

Ha! Cóż widzę, piękny ... baviphat?

Jako,ze miałam dziś na 15:00 dopiero ćwiczenia, postanowiłam wziąć w obroty Baviphat. Gdybym miała na 8:00, to nie próbowałabym, bo w sztucznym świetle mógłby wyglądać ok, a dopiero na wydziale zobaczyłabym na przykład,ze jestem pomarańczowa, czy coś-dlatego z nowościami szaleję w weekendy,kiedy mam naturalne światło i czas na zmycie,gdyby produkt okazał się niewypałem;) Ale skoro miałam na późniejszą godzinkę...
Dużo osób zachwalało,ze BB są niewidoczne, efekt pięknej skóry itd. i owszem, ale nie w 100%, zawsze się pojawił jakiś mankament, głównie jeśli chodzi o kolor(trupi,zbyt szary lub różowy), czasem za szybkie świecenie.Aż do tej pory...

Nałożyłam go szybciutko,zaczynając od policzka, rozsmarowałam na jednym,a że się bardzo spieszyłam,poprzestałam na tym i poleciałam do szafy wybrać ubranie, wracam do 'toaletki',zerkam w lustrzane odbicie i znowuż chciałam nakładać ten BB na buzię, ponownie na owy policzek......


tak się pięknie wtopił, ujednolicił, że myślałam,ze mam jeszcze nagą(ale ładniejszą)buzię!!! Bo nic się nie wreszcie kolorystycznie nie odznaczało(inne Bb minimalnie zawsze mnie poszarzały),wchłonął się dobrze bez glow, tylko skóra z naturalnym blaskiem (żaden inny BB mi tego nie dawał). Ale coś za coś. Wyrównuje ładnie koloryt, stapia się dużo szybciej niż inne,ładnie przywiera - niestety krycie słabiutkie, słabiutkie. Kilka niedoskonałości potraktowałam korektorem, potem dla pewności leciutko pędzlem tzw. skunksem musnęłam pudrem mineralnym po całości. A twarz gładka, bez błysku wszędzie,przecież normalna skóra się nie błyszczy jak po kremie, tylko ładnie odbija światło, jest gładka i nie całkiem matowa- to właśnie daje ten zielony,niepozorny specyfik ukręcony w Korei. Byłam wniebowzięta, bo przetestowałam kilka innych i żaden nie był tak wspaniały.
Porównując na szybko:
Missha kryje świetnie,ale lubi pod wieczór wyglądać jak ciasto no i kolor nawet po pomieszaniu z jaśniejszym - niepasujący w zadowalającym stopniu,
Lioele(Triple, bo Beyond całkiem rozmija się z moim kolorem skóry) - świetny,ładnie kryje i jest żółty,ale często za szybko się świeci.
Baviphat - kolor absolutnie fantastyczny, świetnie skomponowany,leciutko różowe tony było widać naprawdę nieznacznie, potem się wtopił, 'ogrzał', ten kolor rekompensuje mi słabiutkie krycie.Bardzo dobrze matuje,ale nie w tępy sposób,tylko naturalnie,nie tworzy płaskiej,pudrowej twarzy, kontrolę wydzielania sebum oceniłabym gdzieś na 8/10. Z ciekawości pytałam mamę - mówiła, że nie widać,żebym coś miała na twarzy, pewnie gdyby nie widziała mnie saute, pomyślałaby,że mam taką piękną skórę, nooo, bardzo ładną:)

Podsumowując: jakkolwiek BB uważam za bardzo dobre kremy koloryzujące, tak ten uważam za wyjątkowo trafiony.  Pewnie jeszcze kiedyś strzelę sobie jakiś zwykły produkt typu 'foundation' ;) Ale póki co..... O rany!Oby mi się tubka za szybko nie skończyła!!
Wiadomo, że z paskudy nie jestem dzięki niemu nagle nie wiem jak piękna, ale naprawdę jestem zadowolona:) Szkoda tylko,że na skład nie mogę zerknąć, bo wszystko w krzaczkach i kółeczkach ;)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

BB - Krem Baviphat Dream Girls Magic BB cream for oily skin

Przyleciał:) (zamawiany na ebay) Zielona, niepozorna, lekka tubka( Missha i Lioele przy niej są bardzo duże, mimo że różnica wynosi 5ml).
Wybrałam wersję oily skin, mimo, że moja nie jest tłusta, bo mnie denerwuje lśnienie dotychczasowych produktów tego typu, mam nadzieję, że ten się wtopi i tego blasku za dużo nie będzie.
Na pierwszy rzut oka krem jest .... brzoskwiniowy! Jak bardzo pragnęłam żółtych tonów w tych kremach, tak ta brzoskwinka mnie trochę przeraziła. Od razu machnęłam porównanie do kremów, które już mieszkają w mojej szufladzie.




Na zdjęciach od lewej: Baviphat for oily skin, Missha PC 13, Missha PC 21, Lioele Triple Solution, Missha Signature Real Complete 21, Diorskin Sculpt 020, Bourjois Healthy Mix 51, 54, Guerlain Lingerie de peau 02.

Jako, że mam buzię zagruntowaną od rana i chcę sprawdzić połączenie Lioele z pewnym pudrem sypkim,to nie nakładałam dziś Baviphat celem testowania. Nałożyłam co nieco na żuchwę i....

jest pięknie żółty! Brzoskwinka zdaje się wtapiać,nadaje żółtawe tony, nie widać tego przeklętego różu i szarości, ale... (musi być jakieś 'ale') kryje dość słabo(takie moje pierwsze wrażenie)
Owszem, wyrównuje koloryt, nie pozostawia świecącego glow, raczej ładny,zdrowy mat (jak świeża skóra wygląda,wypoczęta:) ) ale nie kryje jak Missha czy Lioele.
Krycie będę testować w sobotę i wtedy też napiszę więcej o trwałości, trzymaniu matu,kryciu itd.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne.





Baviphat  Dream Girls Magic BB cream # 1 oily skin
- SPF 30
-  45 ml
- tubka z małą okrągłą końcówką, bardzo precyzyjne dozowanie,
- do skóry mieszanej bądź tłustej
- opcjonalnie : wersja do skóry suchej
- raczej rzadszy niż gęstszy
- rozjaśniający
- anti aeging
- bardzo dobrze przylega do skóry, nie maże się,
- zapobiega błyszczeniu, absorbuje sebum (sprawdzimy!)

sobota, 1 stycznia 2011

Bioderma Hydrabio Riche

Jest to krem do skóry wrażliwej, suchej li/lub odwodnionej. Ma pojemność 40ml i bardzo zgrabną, estetyczną buteleczkę z pompką. Bardzo wydajny. Kupiłam z myślą o przesuszonej skórze i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona. Krem ma dość bogatą konsystencję,ale nie jest tłusty w żadnym wypadku, aczkolwiek po wchłonięciu pozostawia lekki, ochronny, minimalnie wyczuwalny film na twarzy.Ja używam go wieczorem po oczyszczeniu twarzy, żeby działał nocą, kiedy skóra nastawiona jest na regenerację i chłonięcie składników odżywczych. rano skóra jest miękka i gładka. Nie zatyka mi porów.
Myślę,ze średnio nadaje się pod makijaż. Jeśli nałoży się go malutko i pozostawi na dłuższy czas do wchłonięcia a pozostały film usunie delikatnie chusteczką - wtedy jak najbardziej.
Ma bardzo delikatny zapach i nie podrażnia skóry.

Bioderma - płyn micelarny do skóry wrażliwej i do skóry suchej/odwodnionej

Bioderma, płyn micelarny do skóry wrażliwej (ten czerwony):

Zużyłam już 2 butle, więc coś mogę na ten temat powiedzieć;) Jest to bardzo delikatny i skuteczny płyn do zmywania makijażu ale też do zwykłego oczyszczania skóry bez użycia wody. Nie wysusza skóry, ma rzadką konsystencję, 'cienką' można rzec. Nie powoduje podraznień, bardzo dobrze usuwa makijaż i ten lekki i ten 'cięższy', radzi sobie dobrze (ale też nie genialnie) usuwa wodoodporny tusz do rzęs.

Jedna butelka (taka 250 ml standardowa) starczyła mi na ok 4 mies(z tym,ze czasami myłam twarz żelem AA, więc nie było to stosowanie regularne), wystarczy nalać troszeczkę na watkę-dwie i delikatnie przemyć twarz. ja stosowałam 2 razy dziennie , rano po przebudzeniu i po od razu powrocie do domu.
Płyn jest bardzo dobry, aczkolwiek patent ze ściereczką z mikrofibry oczyszcza najlepiej, jednak uznany przeze mnie za nieco inwazyjny korzystam z niego rzadko. Bioderma to zaś codzienny rytuał.
Płyn oceniam w zasadzie na 9 / 10

Bioderma płyn micelarny do skóry suchej i odwodnionej (niebieski) :
Kupiłam oczywiście porą zimową, kiedy jak zwykle zmagałam się (i zmagam nadal) z przesuszoną wiatrem i mrozem buzią. Płyn na tu mniejszą pojemność niż standardowy płyn czerwony  - jest to 200 ml, konsystencja jest też jakby gęstsza, bardziej treściwa (wysoko w składzie jest m.in gliceryna, która znana jest z działania nawilżającego). Muszę sprawiedliwie dodać, że silnie nawilżające działanie okupione jest tutaj nieco gorszą jakością zmywania makijażu, tzn. trzeba poświęcić nieco więcej czasu (czy też: wacik więcej ;) ) Niemniej płyn jest bardzo dobry na wszelkie przesuszenia, idealny do oczyszczenia i wzmacnia działanie kremu nawilżającego.Płyn nie narusza warstwy lipidowej. Minusem może być to, że pozostawia warstwę ochronną na skórze, która jest lekko lepka, może wpływać na to,ze podkład czy inny kosmetyk będzie się tępo rozsmarowywał (chyba,ze potem nakładamy krem, który to niweluje).
Jako,ze płynu jest mniej i ma konsystencję bardziej treściwą - jest tez mniej wydajny niż wersja czerwona, ale jeśli ktoś ma skórę naprawdę bardzo suchą, odwodnioną , przemrożoną - ten będzie lepszy niż czerwony.
Oceniam go na 7/10.


Tutaj obydwa płyny razem a pod spodem etykiety-można porównać.

Cena jednego płynu 35-39 zł (pojemności 250/200), pojemność tego 500ml który mam teraz- ok. 50kilku złotych.

Lioele - rozświetlacz i baza 3D skin fix

Wraz z zamówionym BB Lioele Triple Solution dostałam próbki rozświetlacza Lioele Blooming Shimmer oraz bazy 3d Skin Fix.  
Blooming shimmer. Rozświetlacz, jak widać poniżej ma różowy kolor, nie za gęsta konsystencję i sporo drobinek (w końcu ma rozświetlać). Drobinki są malutkie, lekko widoczne na policzkach. Nie jest to efekt jaki dają rozświetlacze prasowane czy też kulki Guerlaina. Produkt daje raczej lekko widoczne, nienachalne, dyskretne rozświetlenie. Pachnie jak krem. Rozsmarowany całkowicie wchłania się bardzo szybko praktycznie do matu, pozostawia lekki błysk na skórze, która sprawia wrażenie nie tyle rozświetlonej co dobrze nawilżonej.Ja nakładałam tylko z ciekawości, na 'nagą' skórę, na podkładzie efekt byłby bardziej widoczny, shimmer nie wchłonąłby się całkowicie. Nie powiem,czy mnie się podoba ten produkt czy nie, ja po prostu nie lubię rozświetlaczy (ale kto wie,czy kiedyś nie zmienię zdania?).



Na ostatnim zdjęciu widać efekt po rozsmarowaniu (ten jaśniejszy pionowy 'pasek' )


Baza 3D Skin Fix. Nie wiem, dlaczego, ale opakowanie określiłabym jako 'dyskotekowe' ;)
Baza ma zapewne przedłużyć trwałość makijażu i przygotować do niego skórę (mowię zapewne, ponieważ etykieta oferowała opis w postaci niezrozumiałych dla mnie krzaczków, kreseczek i innych domków). pachnie ładnie (taki typowy bb zapach, czyli ni to krem ni to niewiadomo co ;) ) W każdym razie przyjemny,nie drażniący. Konsystencja tego produktu jest bardzo rzadka, kolor-jak widać poniżej jest zółtawo-beżowy, doskonale wtapia się w skórę- całkiem jak jakiś lekki krem. Konsystencja jest łatwo przyswajalna przez skórę, wnika bardzo dobrze i bardzo szybko, na skórze pozostawia raczej uczucie nawilżenia niż silikonowego filmu,aczkolwiek czuć,że to nie był  krem. Koloru absolutnie nie widać (tak jak BB widać, tak ta baza faktycznie jest jak krem).Niestety nie wyrównuje idealnie porów, wydaje mi się,ze nieznacznie zmniejszył świecenie skóry czy przedłużył trwałość BB. Z samymi BB współpracuje dobrze(ale z bb chyba wszystko dobrze współpracuje oprócz pudrów- w moim wypadku).
Produkt dość fajny, jednak ja nie widzę u siebie potrzeby mnożenia takich 'zapraw' na skórze, im mniej tym lepiej, wolę nałożyć sam krem matujący/nawilżający.
Przetestować było ciekawie, jednak na pewno nie kupiłabym całego opakowania, bo nie potrzebuję.

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...