niedziela, 20 listopada 2011

Inspiracje nie tylko niedzielne

Makijażowo, większość pochodzi z magazynu Glamour UK - który notabene prezentuje znacznie wyższy poziom niż nasz polski odpowiednik ;)















Szminka z ostatniego zdjęcia barrrrdzo mi się podoba, ciekawe, cóż to za kolor i cóż za marka ;)

sobota, 19 listopada 2011

Trzy słowa o DiorSkin Sculpt - najlepszym zimowym podkładzie

I znowu skruszona wracam do Sculpta, jako, że nie mogę załagodzić przesuszonej skóry i niestety MAP Waterproof jest za mocny na tę chwilę (pozdrawiam!:D).

DiorSkin Sculpt to jeden z tych kosmetyków, który nie zawiera alkoholu, nie zatyka mi porów, a dodatkowo nie wysusza, kładzie się na skórze miłą i pięknie pachnącą kołderką.
Niestety nie można mieć wszystkiego i Sculpt nie jest długotrwały (trzeba uważać, żeby nie dotykać twarzy dłońmi, ubraniem, szalikiem etc.) i jasne kolory (10 i 20) są przerażająco ziemniste :(


Co w nim lubię to to, że kryje i ujednolica jak podkład a konsystencję i działanie ma BB creamu, czyli bardzo ładnie 'odzwierciedla' skórę, upiększa.

Przerażona ziemistością mojego Sculpta w kolorze 20 zamówiłam na Strawberry.net kolor 21 Linen, który wg strony Diora miał być jaśniutki, porcelanowo-słoneczny, lniany, niestety okazało się, że jest ciemny jak 20 ale tonację ma ciepłą.
Muszę teraz obmyślić, z czym go pomieszać, żeby był jasny, bo jest tak żółty i ciemny, że nie da rady go używać.
(Co jest z tymi próbnikami kolorów i to jeszcze na oficjalnej stronie producenta, że się nijak mają do rzeczywistości?!)

NAKŁDANIE:
palcami, jest taki puchaty, kołderkowy, mięsisty, że pędzel go zjada, można by ewentualnie płaskim spróbować albo Beauty Blenderem (jajkiem jeszcze nie próbowałam)

DZIAŁANIE:
Wygładza, ujednolica, kryje fantastycznie, z pudrem potrafi zrobić za grubą warstwę - trzeba uważać.
Nie wysusza, równomiernie się nakłada. Ładnie napina skórę ( w końcu określany jest jako liftingujący)
Pachnie cudownie! Bardzo dobrze trzyma produkty wykończeniowe, lepiej nakładać po zrobieniu oczu, bo chwyta skutecznie ewentualne drobiny cieni.Świetnie rozświetla, ale nie to, że się świeci, po prostu imituje blask skóry. Używam bez bazy.





DiorSkin Sculpt



DiorSkin Sculpt 10, 20, 21 swatch
Wyraźnie widać, że 21 jest dużo cieplejszy.

DiorSkin Sculpt 10, 20, 21 swatch

Gdyby nie te denerwująco różowe kolory i lepsza przyczepność dostałby 10/10, niemniej jeśli chodzi o podkłady łagodzące, nieagresywne, kochające skórę - ten jest z wielu, wielu najlepszy:)


9/10





8/10

Odkrycie roku;) Paleta Make-up Atelier Paris T22

Makeup Atelier Paris paleta T22


Mało który produkt mnie tak zachwycił w tym roku ( czy w ogóle :ostatnio) jak ta wspaniała paletka matowych cieni do powiek Mae-up Atelier Paris.

Szukałam matów o dobrej pigmentacji i ładnych kolorach - i mam!
Wcześniej skompeltowałam paletę 20 cieni MAC, mam sporo Inglotów, Revlona, Diora, ale MAP bije je wszystkie NA GŁOWĘ.
Maty MACa są rzadkie i nie tak napigmentowane, jakbym tego sobie życzyła. Ingloty są z kolei bardziej pudrowe, sypiące się, 'grube', nie rozcierają się tak, jakbym chciała;) Szukając odmiany trafiłam na MAP, kliknęłam i jestem zachwycona!

KOLORY:
wszystkie ciepłe: bardzo ciemny brąz może nawet z kroplą grafitu, ciemny cieplejszy brąz, karmelek,piękna brzoskwinia, i jasnokremowy.


MAP T22
PIGMENTACJA:
Po prostu fantastyczna, sa jak sprasowane, idealnie zmielone pigmenty

JAKOŚĆ:
świetna, nic się nie osypuje, nie blednie w ciągu dnia

NAKŁADANIE:
Bardzo łatwe, przyjemne, b. ładnie się rozcierają. Nie wiem, czy zbierają się w załamaniu, używam na Paint Pota MAC lub bazę Art Deco. Efekt można naprawdę dowolnie stopniować, zrobić i dzienny i wieczorowy i smoky - wedle życzenia.

 
MAP T22 swatch




 Wybrałam paletkę w kolorze T22 - bardzo klasyczne kolory i na dzień i na wieczór.
Jestem zauroczona, jedynym minusem jest fakt, że nie można cieni sobie dowolnie skompletować, kolory palet są narzucone (co prawda można kupić inne cienie MAP osobno i paletkę) a i samych palet jest tylko kilka rodzajów do wyboru, zawsze w podobnej gamie kolorystycznej - niestety.
Wybrałam maty, ale w ofercie są także perły i satyny, na pewno również się skuszę.

 Poniżej zdjęcia - swatch palety cieni T22, w różnym świetle:


Makeup Atelier Paris paleta cieni T22

Make-up Atelier Paris T22

T22 shadows


Do nabycia w sklepach internetowych.
Cena - 104zł bodajże, zdecydowanie warte swej ceny!



10/10 ! 



wtorek, 20 września 2011

Make-up Atelier Paris Waterproof Foundation swatch

Swatch: Make-up Atelier Paris Waterproof Foundation : FLW1Y i FLW2Y i inne podkłady

Makeup Atelier Paris foundation
Make-up Atelier Paris Foundation
Na szybko swatche na ręku. Zamówiłam sobie FLW1Y, poprosiłam tez o próbki sticków i je otrzymałam w liczbie: trzy :) Dosłownie odrobinka, ale do testów mam nadzieję wystarczy.


Od lewej swatch:
1. Make-up Atelier Paris FLW1Y,
2. Makeup Atelier Paris FLW2Y,
3. Diorskin Sculpt 020,
4. Clarins Everlasting 105 Nude,
5. Guerlain Lingerie de Peau 31,
6. Guerlain Parure Aqua 02,
7. Bourjois Healthy Mix 51,
8. Chanel Mat Lumiere 020 (ten był pierwszy i się ciutek utlenił)

Sticki:
1. 3Y,
2. 2Y,
3. 1Y


Zestawienie kolorystyczne podkładów na ręce:

Tutaj te same swatche w świetle dziennym, widać, że FLW1Y jest bardzo jasny, podobnie jak Bourjois Healthy Mix 51:

Make-up Atelier Paris waterproof swath
Make-up Atelier Paris Foundation shades



Make-up Atelier Paris

Tutaj porównanie kolorów w jeszcze innym świetle, najjaśniejszy MAP jak widać jest lekko beżowy, moim zdaniem mógłby być nieco bardziej żółty:

Makeup Atelier Paris


Sticki wydają się bardzo kremowe, mocno napigmentowane, trzeba dobrze rozetrzeć.



piątek, 16 września 2011

Real Techniques vs MAC i inne

Jak się okazuje Real Techniques nie tak bardzo różnią się od moich niektórych pędzelków, nawet wychodzą cenowo bardziej korzystnie. Tutaj małe zestawienie moich dotychczasowych niektórych (najbardziej zbliżonych wyglądem,kształtem, funkcją) do Real Techniques.


Od lewej: RT Deluxe crease brush, MAC 217, RT Base shadow brush, MAC 222.

Tutaj widok z góry, przekrój:


Jak widać są do siebie bardzo zbliżone.

Teraz skośne...



Od lewej: MAC 208, RT Brow brush, Inglot.

I płaskie puchate:



Od lewej: Sephora 14, RT Shading brush, MAC 239


I małe (np.do wew. kącików ):


Od lewej: MAC 231, RT Accent brush, Inglot 20P

Real Techniques Brushes -pędzle z Wysp ;)

Jako, że cały czas powiększam swój pędzelkowy zbiór, skusiłam się na pędzelki Real Techniques, które oferuje m.in. sklep internetowy Love Make Up .
Co ciekawe promuje je Samantha Chapman (pixiwoo z YT;)), jest to jej kolekcja tego typu produktów wykonanych z włosia syntetycznego, wysokiej jakości plastiku (rączki) i antypoślizgowych gumowych końcówek, które rzeczywiście ułatwiają pracę z tym sprzętem: lepiej, pewniej się go trzyma.
Na odwrocie opakowania krótki opis zastosowania, 3 słowa od matki prowadzącej (Sam;)).


Zamówiłam sobie zestaw startowy 'starter set', który mieści 5 pędzelków do powiek (w tym jeden skośny do stylizacji brwi) oraz bardzo praktyczną i sprytnie pomyślaną kasetkę z materiału (pokrowiec). Oprócz tego zestawu  dobrałam pojedynczy pedzelek- Shading brush, bo pomyślałam, że będzie dobrym dopełnieniem mojej kasetki.


Wszystkie pędzelki Sam opisuje jako wysokiej jakości produkty, dzięki którym możliwe jest uzyskanie świetnych efektów przez każdą kobietę ('Every woman can be an expert') co niewątpliwie brzmi zachęcająco;)


Same pędzelki są mięciutkie, dobrze łapią cienie. Zestaw złożony jest z pędzelków o różnej średnicy, grubości i długości włosia, każdy jest inny, nie ma tu zbędnego powielania.
Zaskoczyło mnie to, że Sam zdecydowała się na syntetyczne włoski, wydawało mi się, że naturalne są lepsze,niemniej miękkością na pewno naturalnym dorównują, a dodatkowym plusem będzie niepodrażnianie skóry alergików. Rączki nie są długie jak choćby w polskich pędzlach Kozłowski, takie w sam raz, żeby nie stłuc lusterka, raczej krótkie, prawie 'podróżne' co tez zaliczam na plus;)


Jestem ciekawa, czy ocenię je jako lepsze od pozostałych, które mam, zwłaszcza pędzelków MAC, to chyba wyjdzie w praniu;)
Na pewno są inne jeśli chodzi o element kluczowy, czyli włosie - MAC, Bobbi Brown i in. przyzwyczaiły mnie do naturalnego(a co za tym idzie- lekko odkształcającego się, ewentualnego rozczapierzenia...).


Nie pozostaje nic innego jak obejrzeć kilka tutoriali i wziąć sprzęt w obroty;)

A sympatyczny zestaw prezentuje się tak:







Na ostatnim zdjęciu dwa z lewej to Sigma (przyszły w tym samym zamówieniu), a powyżej bardzo ciekawy dodatek do pędzelków Sam - osłonki na włosie (nie będę miała czasu ich zakładać i zdejmować co chwila, niemniej fajnie, że o tym pomyśleli..;))




sobota, 10 września 2011

Make Up Atelier Paris Waterproof foundation, MAP - recenzja / review

Rok się jeszcze nie skończył, a ja już mam odkrycie roku AD 2011 :)

Jako, że wiecznie szukam jakiejś dobrej 'tapety' i trafiam raz lepiej, raz gorzej, czego moja kapryśna buzia nie omieszka mi naocznie pokazać, z lekkim entuzjazmem kliknęłam ten francuski wynalazek. Recenzji w sieci bardzo niewiele, ale co miałam do stracenia ;)

Szukałam czegoś trwałego, żeby wreszcie się nie spinać, że muszę uważać na odzież itd. żeby kosmetyki nie starły się z twarzy, czegoś dobrze przyczepnego do skóry, pozostającego na miejscu maksymalnie długo bez poprawek (nie poprawiam się w ciągu dnia) i -co zawsze było moją zmorą-żeby się nie świecić po 2h jak ozdoby choinkowe.
Coś o trwałości Double Wear i lekkości BB creamu, bez alkoholu, bo ten wyzwala i świecenie i wysuszenie.
Nie zapeszam, ale chyba mam!



KOLORYSTYKA:

Kolor FLW2Y - W: waterproof - wodoodporny,potoodporny itd.
                       2- oznaczenie koloru, im niższa cyfra, tym jaśniejszy (jak to  zwykle bywa;))
                       Y - tonacja żółta, dla cer ciepłych lub szarawych jak moja, które tylko żółcieniem można ożywić
                            ('Y' od 'yellow')
OPAKOWANIE:

Estetyczne, lekkie, przezroczyste (taki powiedziałabym lepszy plastik), dobra pompka, dość precyzyjna. Trwałość od otwarcia - 12 miesięcy.

SKŁAD, ZAPACH:
Pachnie.... nie wiem jak. Łatwiej powiedzieć, czym nie pachnie- na pewno nie jest to zapach pudrowy, nie jest też to produkt perfumowany, pachnący jak wszystkie wysokopółkowce. W każdym razie zapach wyczuwam przez moment, a potem już go nie czuję, nie jest drażniący ani powalająco ładny.
Skład dla mnie osobiście odpowiedni, bo nie zawiera alkoholu, więc nie powinien mnie przesuszyć ani wzmagać błyszczenia (jak to wieki temu zrobił ColorStay, tfu!), wiele do życzenia pozostawia natomiast obecność kilku parabenów przy końcu składu.

APLIKACJA:
Najpierw nakładałam palcami, niemniej nie wyszło zbyt równomiernie, bo podkład dość szybko zasycha. Na plus zaliczyć można, że NIE CIEMNIEJE, nie ulega oksydacji.
Następnego dnia sięgnęłam po nieocenionego Duo Fibre M.A.C i tu już poszło gładko, skunksa spryskałam wodą termalną Vichy i kolistymi szybkimi ruchami wszystko się nałożyło zadowalając mnie efektem drugiej skóry!
Jajeczko Beauty Blender zostawiłam sobie na deser do testów (na jutro) ;)
Trzeba uważać rozprowadzając produkt przy brwiach i na czole przy włosach, ponieważ szybciutko zasycha i może zaschnąć na włoskach zanim dotrze do skóry, zatem zaleca się tempo i wyczucie ruchów,a najlepiej po prostu za daleko nie 'wyjeżdżać' ;)
Nie spłyca porów, ale kładzie się na nich równiutką warstwą i udaje skórę naprawdę dobrze.
Może podkreślać bardzo drobne załamania skóry np. przy skrzydełkach nosa, warto wcześniej te m-sca dobrze nawilżyć i nałożyć tu naprawdę cieniutką warstwę.
Nakładałam go także pod oczy i o dziwo nie jest ciężki!

EFEKT:
Efekt drugiej skóry, bardzo ładnie się czepia naskórka (wczoraj nałożony przed peelingiem podkreślił większość suchych miejsc, więc trzeba na to uważać...),  świetnie trzyma 'wykończeniówkę' - bronzer, róż itd.
Nie ściera się, mogę dotknąć skóry palcami, swetrem - duża wygoda! Wodoodporności nie sprawdzałam jeszcze.
Wczoraj po 8h świeciło się tylko lekko czoło,a dla mnie to prawdziwy sukces!
Co ciekawe dla eksperymentu nałożyłam z jednej strony produkt na nagą skórę, a z drugiej na bazę p+p MACa i różnica praktycznie żadna (zatem produkt ma naprawdę rewelacyjną trwałość!)

Jeżeli tylko mnie nie zapcha i nie wysuszy to będzie najlepszym takim produktem wśród podkładów długotrwałych
(z 'pierzynkowych', ochronnych, na przesuszenia,choć już nie tak trwały - tylko DiorSkin Sculpt)
Krycie MAP ma bardzo dobre, aczkolwiek czasami przydaje się korektor.

MAP W PORÓWNANIU Z INNYMI:

Make-up Atelier Paris foundation shades, waterproof, FLW1Y
Make-up Atelier Paris Waterproof Foundation shades

Makeup Atelier Paris
Make-up Atelier Paris swatch





1.  MAP FLW2Y
2.  DiorSkinSculpt 020
3.  Clarins Everlasting 105 Nude
4.  Bourjois Healthy Mix 54
5.  -//- 51
6.  Guerlain Lingerie de peau 31
7. YSL Teint Resist 05
8.  EL Double Wear Light 01 (szybko się utlenił)
9.  Guerlain Parure Aqua 02
10. Chanel Mat Lumiere 20

Oraz BB creamy (zapomniałam o Misshy Perfect Cover # 13) :
11. Baviphat Magic Girls for oily
12. Lioele Triple Solution


Piękny efekt daje też mój dotychczasowy ulubieniec Lingerie de peau, niestety obecność alkoholu powoduje, że tylko po nałożeniu jest świetnie, po 2h się robi papka... W porównaniu z MAPem jest dużo słabszy,chociaż zaraz po nałożeniu wyglądają identycznie. Everlasting Clarinsa jest dużo bardziej pudrowy,lżejszy, pachnie dużo ładniej,ale też szybko się błyszczy,jest mniej trwały.
Sculpt jest z kolei całkiem inny,jak wspomniałam powyżej, bardziej puchaty, kołderkowy, ten raczej pielęgnuje niż zapewnia trwałość, odżywia, no i niestety szybciej się ściera i nie lubi się z pędzlami (albo inaczej: pędzle go bardzo lubią, zjadają go w moment;))



Tutaj opakowanie:
Make-up Atelier Paris Waterproof

Make-up Atelier Paris FLW2Y

Make up Atelier Paris Waterproof


Podkłady wodoodporne i nawilżające i inne produkty dostępne w sklepie internetowym folaroni.com, czasami na Allegro podobno się zdarzają i na Ebay'u - wiadomo;)


czwartek, 23 czerwca 2011

Beautyblender - moja recenzja jaja ;)

     Moja wrodzona próżność(;) ) i ciekawość popchnęły mnie do zakupu wszem i wobec chwalonego różowego jajka zwanego BEAUTYBLENDER.
Jest to pomysłowy gadżet z gąbki do nakładania podkładu i korektora, ew. płynnych rozświetlaczy. Czekając na dostawę (zamówiłam na Ebay) zastanawiałam się, jaką jajo ma strukturę, z czego jest zrobione i czy będzie to coś a' la gąbka Inglota chociażby (silikonowa,'sztuczna').
Jajo przeleciało Atlantyk dość szybko, w zestawie oprócz różowego cudaka była jeszcze próbka płynu do czyszczenia, mycia go.

BeautyBlender


CO TO JEST:
Jajo ma kolor różowy,jak zresztą widać, podczas pierwszych kilku myć kolor mu trochę uleciał (przy podkładach z alkoholem). Jest to bardzo drobniutka, elastyczna gąbka, bardzo ściśliwa, ma mikrootworki (jak to gąbka...;) ), które nie zjadają dużo podkładu, za to idealnie dopasowują się do porów skóry, wszelkich naturalnych załamań skóry, zmarszczek pewnie też. Jajo zaś ma taki kształt, który umożliwia bardzo precyzyjną aplikację k. skrzydełek nosa oraz w zagłębieniu oczodołów ;) tuż przy kącikach oczu, brwiach. Genialnie wpasuje się w naturalne zagłębienia, rysy twarzy.
Jest bardzo elastyczne, upuszczone na blat robi kilka podskoków zanim spadnie (elastyczność), nie drażni skóry twarzy, jest milutkie w dotyku.


JAK UŻYWAM:
Wrzucam to-to do szklanki z wodą, w jakieś 5-10 sek. nasiąka wodą, jej nadmiar trzeba odsączyć, z początku trudno mi było dobrać odpowiedni stopień nasączenia, bo albo było za suche i zjadało nieco więcej produktu z buteleczki, albo za mokre i czasem kropelka wody się pojawiała (ale to nic nie szkodzi, nic nie nie ściera,nie rozpływa,nie zmazuje).Metodą prób i błędów jest łatwo osiągnąć idealny poziom nawilżenia. Potem produkt aplikuję z nadgarstka, albo robię kilka ciapków na buzi i stempluję.
Większość do tego używa 'dna' jaja, mnie bardziej odpowiada jego boczna powierzchnia, bo idealnie łapie policzek, żuchwę i okolice pod okiem, powiekę.
Jajo jest bardzo pomocne także przy bokach twarzy, tam stempluję mniej, podkład jak puzzle układa się ze skórą, nie ma żadnej widocznej granicy. Jest tez dobre do korektora, niweluje granice i imituje produktem strukturę skóry.


MYCIE:
Lepiej nie zostawiać produktów na jajku do zaschnięcia - może być problem z umyciem. Jajeczko najlepiej myć w chłodnej wodzie oryginalnym płynem, delikatnie w jednym kierunku 'wyciskać' zalegający podkład. Kto nie ma płynu niech spróbuje delikatnym szamponem.
Ja na takie awaryjne zaschnięcia używam załączonej próbki i muszę powiedzieć, że płyn jest naprawdę bardzo dobry - dlatego używam w ostateczności, bo mam go mało ;)
Uważam, że gąbeczki nie powinno się zostawiać na noc w wodzie,żeby na rano była gotowa, a to z uwagi na namnażające się w takim środowisku bakterie - nie ma co prowokować podrażnień.


Trzeba uważać, żeby podczas mycia nie wbić w BeautyBlender pazurków, chociaż nie mogę powiedzieć, że jajo jest na to bardzo wrażliwe - trzyma się świetnie;)

SUMMA SUMMARUM:
   
  Jajo jest fantastyczne, co tu więcej rzec ;) Początkowo zabawa tym cackiem zajmowała mi dużo czasu, ale 1-2 dni i nabiera się wprawy zawodowca. Świetnie współpracuje z lejącymi się podkładami, bardzo dobrze radzi sobie z miękkimi kołderkowymi podkładami jak np. Diorskin Sculpt, świetnie je rozciera nie pozostawiając nadmiaru kosmetyku w porach, co lubiły robić pędzle...
Pobił palce (wiadomo), inne gąbki, flat top (mam z Pixi) czy nawet fenomenalnego 'skunksa' z MAC - bez porównania.
Jajo pobija je w precyzyjności, szybkości nakładania i przede wszystkim- warstwa, którą zostawia jest idealnie równa, przez co nawet późniejsze nieuniknione u mnie świecenie nie ma postaci ciemniejszych
i jaśniejszych plam. Łatwo stopniować i dokładać warstwy, tam, gdzie trzeba.


Gąbka BeautyBlender z bliska


Jajo 'na sucho' i z bliska.


Ważne (klik):
Mycie Beauty Blendera
Beauty Blender po 10 mies. użytkowania i komu będzie pasował?


Ocena oczywiście 10/10 :)

 



czwartek, 2 czerwca 2011

Znad herbaty z mięty - recenzja Bioderma Sebium Pore Refiner

Krem zwężający pory, z opisu producenta:
Preparat o działaniu korygującym dla skóry tłustej lub mieszanej z problemem rozszerzonych porów, spowodowanym nadmiernym wydzielaniem sebum, stresem, paleniem, zanieczyszczeniami itp.


Rzekomo zmniejsza wydzielanie sebum, rozświetla, błyskawicznie się wchłania.
Nic z tego:)
W małej ilości-naprawde minimalnej - wchłania się dobrze, nie roluje ale też nie zwęża porów w ogóle, pewnie jeśli ktoś ma skórę normalną to i owszem, mieszana musi dostać większą dawkę, by pory się zwężyły i owszem, zwężają się ale tez nie rewelacyjnie i niestety tylko na czas nałożenia kremu. Tubka jest rozczarowująco mała.
Krem pachnie ładnie, niedrażniąo, ale cóż z tego, skoro działanie ma żadne? Kontroli sebum tez nie zauważyłam.
Pore Refiner sprawdza się pod BB Creamy, ale też niedoskonale. Nie matuje.



Nie kupię więcej, ba - nie wiem, co zrobić z moim egzemplarzem ;)



Ocena: 3/10

Jak uczyć się do sesji

No właśnie.
Może mi ktoś powie? Wygna lenia drzemiącego w mym ciele? ;)

Jaka jest recepta:

- trzeba się solidnie zmotywować

- trzeba po prostu zacząć się uczyć

Tyle wiem, sprawdziłam, gorzej z wcieleniem tego w życie ;)
Dlaczego jest tak, że kiedy już jest czas najwyższy na otworzenie opasłego tomu, muszę koniecznie wypić herbatę, odwiedzić forum, sprawdzić pocztę...Autosabotaż? Być może.



czwartek, 12 maja 2011

Kryolan anti-shine - transparentny puder matujący

Kupiłam na Allegro. Koszt ok. 50 zł.
Jest to puder transparentny o działaniu matującym, dośc dobrze utrwala makijaż.
Niewątpliwym jego plusem jest to, że na twarzy jest niewidoczny, jeśli się ma jasną, lub 'średnią' cerę (ciemne może rozjaśniać).Wrażenie robi pojemność pudru - 30g, jest to mniej więcej wielkość kremu Nivea Soft.
Pod pokrywką mamy specjalne sitko. Aby dostać się do pudru należy odkleić membranę.Jako, że nie ma puszka, który utrzymuje  puder w ryzach podczas unoszenia, przechylania czy transportu warto odkleić 2-5 oczek. W innym wypadku puder przy otwieraniu będzie uciekał na 'boki' - jest tak miałki, drobno zmielony, że pyli się na spore odległości.
Puder rzeczywiście dobrze matuje. Nie jest to mat absolutny (ale wiele zależy tu od rodzaju cery i podkładu, kremu, który dajemy pod - np. na podkładzie Diorskin Sculpt i tak się zaświeci skóra pod wieczór ze względu na 'treściwość' podkładu a z 'cieńszymi' sobie poradzi')
Nie należy nakładać go na całkiem nagą twarz bez kremu czy podkładu,ponieważ ma silne działanie i może wysuszać skórę (mnie w ten sposób wysuszył policzki i linię żuchwy).

Ja używam raczej na strefę 'T'. Kryolan anti shine radzi sobie bardzo dobrze z poprawkami w ciągu dnia, niweluje błysk.
Poniżej zdjęcia całego produktu, także po otwarciu wieczka oraz swatch - jak wygląda po nałożeniu i roztarciu (w zasadzie niewidoczny)
Gdybym miała ocenić w skali 1-10 dostałby ocenę 7.


poniedziałek, 2 maja 2011

Róż Sisley, Phyto-Blush Eclat , kolor 04

Po pierwsze: kolor
po drugie: zapach
po trzecie: konsystencja
po czwarte: trwałość
po piąte: rozcierania i nakładanie




10/ 10!
Dodatkowo : śliczne, bardzo trwałe, eleganckie opakowanie, dodatkowo ładne etui i piękne duże lusterko.
Z dołączonych pędzelków i tak nie korzystam, więc nie oceniam. Wahałam się między tym a Chanelkowym Tweedowym, ten wypadał korzystniej pod względem kolorystycznym (nie ma żadnych drobinek, więcej pigmentu) i stosunkiem wagi do ceny.
Sam produkt składa się z dwóch kolorystycznie dopasowanych części, można stopniować nasycenie kolorów itd. Mam kolor 04 - Pinky rose. Różyk zawiera wyciągi roślinne, nie zatyka porów skóry. W Sephorze był ograniczony wybór kolorów, niemniej są one tak uniwersalne, że można swój odcień dopasować.

Bardzo go lubię i w zasadzie używam zamiennie z MACowym Dame na chwilę obecną.
Cena straszna, wolę nie pamiętać.
Starczy na bardzo długo. Jest bardzo pudrowy ( w przeciwieństwie do Chanelowych, które moim zdaniem są 'pyłkowe' czy MACowe, które są pół pudrowe a pół pyłkowe), ubytek jak dotąd jest bardzo minimalny.

Bardzo dobrze współpracuje ze ściętymi pędzlami MACa, Maestro, Sephory.
Bardzo dobrze trzyma się na skórze.
Piękny, praktyczny produkt.


czwartek, 13 stycznia 2011

Baviphat - test 13-godzinny ;)

Dziś zachęcona wczorajszym dziewiczym zastosowaniem nałożyłam ten nowy bb krem po 6 rano. Jest prawie 19:00 a on wciąż jest. Mój zachwyt nieco jednak zmalał, bo po południu przy zerknięciu w lustro było widać, że twarz lekko się błyszczy i widać było gdzieniegdzie drobne zaczerwienienia(słabe krycie).
Niemniej kolor fantastyczny,nie ściemniał w ciągu dnia. Krem trzymał się ładnie buzi(nie jak tynk, ale nie utleniał się i nie ulatniał w tajemniczy sposób), dobrze trzymał na miejscu róż, który jednak trochę się na nim ocieplił. Nie okraszałam go już żadnym pudrem.Trochę rozczarowana jestem świeceniem, które teraz oceniam jako porównywalne z błyskiem Lioele Triple.
Jutro chyba przyjdzie ElishaCoy ;) Stosunkowo drogi w porównaniu do Baviphata, ale może będzie jeszcze lepszy ;)

środa, 12 stycznia 2011

Ha! Cóż widzę, piękny ... baviphat?

Jako,ze miałam dziś na 15:00 dopiero ćwiczenia, postanowiłam wziąć w obroty Baviphat. Gdybym miała na 8:00, to nie próbowałabym, bo w sztucznym świetle mógłby wyglądać ok, a dopiero na wydziale zobaczyłabym na przykład,ze jestem pomarańczowa, czy coś-dlatego z nowościami szaleję w weekendy,kiedy mam naturalne światło i czas na zmycie,gdyby produkt okazał się niewypałem;) Ale skoro miałam na późniejszą godzinkę...
Dużo osób zachwalało,ze BB są niewidoczne, efekt pięknej skóry itd. i owszem, ale nie w 100%, zawsze się pojawił jakiś mankament, głównie jeśli chodzi o kolor(trupi,zbyt szary lub różowy), czasem za szybkie świecenie.Aż do tej pory...

Nałożyłam go szybciutko,zaczynając od policzka, rozsmarowałam na jednym,a że się bardzo spieszyłam,poprzestałam na tym i poleciałam do szafy wybrać ubranie, wracam do 'toaletki',zerkam w lustrzane odbicie i znowuż chciałam nakładać ten BB na buzię, ponownie na owy policzek......


tak się pięknie wtopił, ujednolicił, że myślałam,ze mam jeszcze nagą(ale ładniejszą)buzię!!! Bo nic się nie wreszcie kolorystycznie nie odznaczało(inne Bb minimalnie zawsze mnie poszarzały),wchłonął się dobrze bez glow, tylko skóra z naturalnym blaskiem (żaden inny BB mi tego nie dawał). Ale coś za coś. Wyrównuje ładnie koloryt, stapia się dużo szybciej niż inne,ładnie przywiera - niestety krycie słabiutkie, słabiutkie. Kilka niedoskonałości potraktowałam korektorem, potem dla pewności leciutko pędzlem tzw. skunksem musnęłam pudrem mineralnym po całości. A twarz gładka, bez błysku wszędzie,przecież normalna skóra się nie błyszczy jak po kremie, tylko ładnie odbija światło, jest gładka i nie całkiem matowa- to właśnie daje ten zielony,niepozorny specyfik ukręcony w Korei. Byłam wniebowzięta, bo przetestowałam kilka innych i żaden nie był tak wspaniały.
Porównując na szybko:
Missha kryje świetnie,ale lubi pod wieczór wyglądać jak ciasto no i kolor nawet po pomieszaniu z jaśniejszym - niepasujący w zadowalającym stopniu,
Lioele(Triple, bo Beyond całkiem rozmija się z moim kolorem skóry) - świetny,ładnie kryje i jest żółty,ale często za szybko się świeci.
Baviphat - kolor absolutnie fantastyczny, świetnie skomponowany,leciutko różowe tony było widać naprawdę nieznacznie, potem się wtopił, 'ogrzał', ten kolor rekompensuje mi słabiutkie krycie.Bardzo dobrze matuje,ale nie w tępy sposób,tylko naturalnie,nie tworzy płaskiej,pudrowej twarzy, kontrolę wydzielania sebum oceniłabym gdzieś na 8/10. Z ciekawości pytałam mamę - mówiła, że nie widać,żebym coś miała na twarzy, pewnie gdyby nie widziała mnie saute, pomyślałaby,że mam taką piękną skórę, nooo, bardzo ładną:)

Podsumowując: jakkolwiek BB uważam za bardzo dobre kremy koloryzujące, tak ten uważam za wyjątkowo trafiony.  Pewnie jeszcze kiedyś strzelę sobie jakiś zwykły produkt typu 'foundation' ;) Ale póki co..... O rany!Oby mi się tubka za szybko nie skończyła!!
Wiadomo, że z paskudy nie jestem dzięki niemu nagle nie wiem jak piękna, ale naprawdę jestem zadowolona:) Szkoda tylko,że na skład nie mogę zerknąć, bo wszystko w krzaczkach i kółeczkach ;)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

BB - Krem Baviphat Dream Girls Magic BB cream for oily skin

Przyleciał:) (zamawiany na ebay) Zielona, niepozorna, lekka tubka( Missha i Lioele przy niej są bardzo duże, mimo że różnica wynosi 5ml).
Wybrałam wersję oily skin, mimo, że moja nie jest tłusta, bo mnie denerwuje lśnienie dotychczasowych produktów tego typu, mam nadzieję, że ten się wtopi i tego blasku za dużo nie będzie.
Na pierwszy rzut oka krem jest .... brzoskwiniowy! Jak bardzo pragnęłam żółtych tonów w tych kremach, tak ta brzoskwinka mnie trochę przeraziła. Od razu machnęłam porównanie do kremów, które już mieszkają w mojej szufladzie.




Na zdjęciach od lewej: Baviphat for oily skin, Missha PC 13, Missha PC 21, Lioele Triple Solution, Missha Signature Real Complete 21, Diorskin Sculpt 020, Bourjois Healthy Mix 51, 54, Guerlain Lingerie de peau 02.

Jako, że mam buzię zagruntowaną od rana i chcę sprawdzić połączenie Lioele z pewnym pudrem sypkim,to nie nakładałam dziś Baviphat celem testowania. Nałożyłam co nieco na żuchwę i....

jest pięknie żółty! Brzoskwinka zdaje się wtapiać,nadaje żółtawe tony, nie widać tego przeklętego różu i szarości, ale... (musi być jakieś 'ale') kryje dość słabo(takie moje pierwsze wrażenie)
Owszem, wyrównuje koloryt, nie pozostawia świecącego glow, raczej ładny,zdrowy mat (jak świeża skóra wygląda,wypoczęta:) ) ale nie kryje jak Missha czy Lioele.
Krycie będę testować w sobotę i wtedy też napiszę więcej o trwałości, trzymaniu matu,kryciu itd.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne.





Baviphat  Dream Girls Magic BB cream # 1 oily skin
- SPF 30
-  45 ml
- tubka z małą okrągłą końcówką, bardzo precyzyjne dozowanie,
- do skóry mieszanej bądź tłustej
- opcjonalnie : wersja do skóry suchej
- raczej rzadszy niż gęstszy
- rozjaśniający
- anti aeging
- bardzo dobrze przylega do skóry, nie maże się,
- zapobiega błyszczeniu, absorbuje sebum (sprawdzimy!)

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...