piątek, 24 grudnia 2010

Znana wszem i wobec - baza pod cienie ArtDeco

Do kupienia w perfumeriach, koszt ok 36 zł.
Najpierw była baza Joko. Kiedy miała konsystencję gumy do żucia i nakładała się na powiekę tak samo - wyrzuciłam. Kupiłam ArtDeco na jakiejś promocji w Douglasie.

Ta baza zamknięta jest w niewielkim słoiczku, pachnie jakby męską woda kolońską (to nie jest określenie pozytywne;) ), czuć alkohol, niemniej po kilku użyciach przyzwyczaiłam się. Osoby z długimi paznokciami mogą mieć problem z wydobyciem,ale i to można obejść wyjmując produkt jakby wierzchem końca pazura i opuszkiem palca drugiej ręki rozprowadzić cienko na powiece.Nie wysusza powiek!

Kolor jest beżowy, nie widać na powiece,wtapia się w kolor skóry.
Ważne jest,by bazę tę nakładać cieniutko i na bardzo dobrze odtłuszczoną i oczyszczoną powiekę (polecam micel Biodermy czerwony do skóry wrażliwej albo żel do mycia z wodą i dokładne osuszenie chusteczką).

Bazę nakładamy zatem i cieniutko i równomiernie, jeśli jest jej w jakimś miejscu dużo więcej, to cień może tam powędrować i zbrylić się.
Niewątpliwie kiedy okiełzna się tę bazę jej użytkowanie staje się kwestią kilku sekund. Ja po nałożeniu czekam aż wyschnie,inaczej trudno potem rozetrzeć cień.

Baza ArtDeco jest lepsza od tej Joko. Ma rzadszą konsystencję, lepiej się nakłada, ma dużo lepszą jakość, lepiej trzyma cienie,które się nie osypują, lekko wzmacnia się ich kolor.Cena też jest do zjedzenia.Ja bazy używam 5 dni w tygodniu i mam ją już ponad pół roku a zużyłam ok 1/3 opakowania.
Kiedy mi się skończy spróbuję bazy Urban Decay i Potów MACa, może będą jeszcze lepsze?

 A tak wygląda sam słoiczek i wielkość słoiczka w porównaniu do dłoni.

Art Deco primer make up base

Art Deco make up base


Moja ocena: 7/10  (Dopisek: lepsza jest baza Urban Decay, recenzja tutaj )



sobota, 18 grudnia 2010

BB CREAM

Ostatnio zainteresowałam się BB creamami. Są to azjatyckie wynalazki w postaci kremu koloryzującego, które ujednolicają, wygładzają i rzekomo leczą skórę. Niestety przeznaczone są na rynek azjatycki, do cer żółtych zatem dominującym pigmentem w tych specyfikach(moim zdaniem) jest różowy i szary, co mnie nie do końca odpowiada. Lubię kroplę żółtego pigmentu, który moją buzię ożywia. Niemniej jestem dość zadowolona, latem, kiedy moja jasna cera nabierze słonecznego kolorytu kremy będą wyglądać zapewne lepiej zastępując klasyczny podkład ( z którym wiecznie mam jakiś problem i stale szukam najlepszego).
Nie będę się zagłębiać w genezę tych produktów, ich kolebką są bodajże niemieckie lablatoria, które wytwarzały te dermatologiczne kremy dla osób, które leczyły swoją skórę, albo były po zabiegach.

Mam klika tubek:
Missha Perfect Cover, kolor 21; Missha Perfect Cover 13, Lioele Triple the Solution.

Testowałam też Lioele Beyond the Solution, Missha Signature Real Complete.
Na zdjęciu  moja pierwsza rodzinka Bb creamów z Ebay'a ( z Korei Pd mówiąc dokładnie). Są tu i BB i próbki(zarówno BB jak i rozświetlacza i preparatu zwężającego pory - jeszcze nie testowane)

Za najlepszy uważam Lioele Triple. Dlaczego?
- jest wydajny (jak wszystkie BB creamy z resztą)
- ma najbardziej żółty, co nie znaczy jasny kolor
- przyjemna kremowa konsystencja
- utrzymuje się dość długo, pozostawia satynowe, okraszone lekkim glow wykończenie,
  ale nie jest tak trwały jak Double Wear Estee Lauder albo Revlon Colorstay
- nie podkreśla suchych partii skóry,skóra po demakijażu jest miękka, pory nie są zatkane.


Z minusów:
- minimalnie za ciemny,
- dość szybko zaczyna się świecić w strefie T zwłaszcza ( nie jest to mocne świecenie, ale zawsze)
- jeśli nałoży się za dużo - wieczorem robi się lekko ciastowaty.


Co do pozostałych BB, które mam: ładnie kryją, są trwałe, nie widać ich pod względem konsystencji, ale niestety widać je pod względem koloru - za ciemne i zbyt różowo-szaro-beżowe, dają ziemisty lekko trupi efekt.
Szukam jakiegoś sypańca w żółtawej, jasno-beżowej tonacji, który te tony zminimalizuje.

czwartek, 25 marca 2010

Let's get it started

Po co mi ten blog?
To jest dobre pytanie. Po to,żeby uwiecznić samą siebie, mój styl, luźne skojarzenia, opinie, które z biegiem czasu mogą ulec zdewaluowaniu, zatraceniu i wypłowieniu w tej wielkiej zmieniajacej się kosmicznej materii. A może umrę jutro? Niech coś po mnie zostanie.
Nie będę tu kopiować cudzych wzorców, to nie 'punkt ksero', inspiracja jak najbardziej,ale kalką gardzę.

Zainspirowały mnie szafiarki-zdolne, z wyobraźnią, ze świeżym, niebanalnym(choć są wyjątki)spojrzeniem na rzeczywistość z perspektywy tego,co czasem górnolotnie nazywa się modą, czy stylem.Moda to rzecz indywidualna, moja będzie zawsze okraszona cudzysłowem, zawsze subiektywna, z małej litery,bo przeważnie użytkowa,nie sama dla siebie i w sobie. Moja moda to styl życia i o tym będzie mój blożek:)

Na początek to,co kocham : BUTY.
Kiedy mówię 'buty' mam na myśli te na obcasie, wszystkie inne to adidasy/balerinki/kalosze/kozaki [nazwa ogólna na określenie gatunku]
To,co kocham najbardziej w ubiorze to buty i sukienki.
Te są granatowe, zamszowe,z mięciutką wysciółką, skórzane. Na zdjęciu wyszły raczej czarne,ale nie ma co wymagać polotu od małej kompaktowej cyfrówki.
Idzie wiosna- z radością sezon szpilek uważam za rozpoczęty!

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...